piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział 3 ,,Naprawdę chcesz ze mną iść?''

Następnego dnia obudził mnie dzwonek do drzwi. Założyłam szlafrok i zeszłam na dół. Po drodze usłyszałam dźwięk spływającej wody.
- Pewnie Kent bierze prysznic - powiedziałam sama do siebie. Otworzyłam drzwi. W drzwich stali Kas i Lys .
- Cześć Riu, przepraszamy, ze przychodzimy tak wcześnie, ale... - Lys nie zdąrzył dokończyć bo Kas mu przerwał.
- Tak, tak, tak, darujmy to sobie, przyszliśmy zapytać, czy... - w tym momencie go zatkało bo w przedpokoju na przeciwko drzwi staną w samych spodniach Kentin.
- Ooouuu, yyyy, przeszkodziliśmy w czymś? - zapytał zarzenowany Lysander.
- No, no ,no, nie wiedziałem, że z ciebie taki napaleniec. - zarzatował Kas. Ja i Kentin spaliliśmy buraka.
- T-to nie tak... - zaczęłam się tłumaczyć, ale przerwałam bo głupio by było opowiadać wobecniści Kentina o całej zaistniałej sytuacji - ... zresztą nieważne co sobie pomyślicie, ale ja nic nie zrobiłam.
- Dobra, dobra, nieważne, chciała byś moż wpaść ze swoim kolegą - kiedy to mówił na jego ustach pojawił się zadziorny uśmieszek - na impreze do naszego PAB' u o 20:00, wiesz będzie cała nasza paczka więc ty też powinnaś przyjść. Słysząc to spojżałam pytająco na Kentina.
- Chętnie wpadniemy - wtrącił Kent z lekkim uśmiechem na ustach.
- Ok to widzimy się w PAB' ie - rzucił Lys kiedy odchodzili. Zamknęłam za nimi drzwi i udałam się do kuchni gdzie siedział Kentin.
- Naprawdę chcesz ze mną iść? - zapytałam.
- W sumie może być fajnie... - powiedział, alę zaraz potem dodał - ... z drugiej strony nikogo tam nie znam, ale to nic. Uśmiechną się do mnie. Ja zrobiłam kanapki, a Kentin 2 herbaty. Po skończonym śniadaniu Kent poszedł założyć górną część garderoby, a ja pozmywałam po śniadaniu. Kiedy skończyłam poszłam się ubrać. Długo się zastanawiałam co założyć, ale w końcu wybrałam fioletową bluzkę z odsłoniętym ramieniem, białe rurki i fioletowe konwersy. Nałożyłam na twarz lekki makijaż i zeszłam na dół do salon. Usiadłam na kanapie i razem z Kentem zaczęłam oglądać telewizję. Zanim się spostrzegłam był już pora obiadu. Niechętnie wstałam z kanapy i ruszyłam do kuchni zrobić obiad. Lodówka świeciła pustkami.
- Kent, musimy iść na zakupy. - powiedziałam.
- Ok, no to leimy bo jestem głodny jak... - urwał, ale po chwili wznowił wypowiedź godną geniusza - ... jak ja. Oboje się zaśmialiśmy. Market był niedaleko.
- A właśnie, Kent co byś chciał zjeść na obiad? - zapytałam.
- No w sumie... - urwał by się zastanowić. - Umiesz zrobić chińszczyznę? - zapytał.
- Załatwione. - odparłam z uśmiechem. Kontem oka zauważyłam, że Kentin się zarumienił. W markecie kupiliśmy potrzebne składniki.
- O matko nakupiliśmy jedzenia jakbyśmy mieli wykarmiś armie żołnierzy po treningu. - powiedziałam.
- Ymhym. - chrząkną Kent i zaczą się śmiać.
- ,, No tak, przecierz Kentin do niedawna był w wojsku'' - pomyślałam i równierz zaczęłam się śmiać.
- No dobra, ale jak my to wszystko sami zaniesiemy. - powiedziałam.
- Wontpiszwe mnie? - zapytał wyzywająco Kentin unosząc przy tym brew.
- Skond, jak bym mogła. - zaśmiałam się. Do domu doszliszliśmy o 16 coś ja zajęłam się obiadem, a Kent nakrył do stołu. Godzinę potam obiat był gotowy. Zjedliśmy go rozmawiając i śmiejąc się. Po o biedzie tym razem Kentin pozmywał, a ja zaczęłam się szykować do wyjścia. Już o 19:40 oboje byliśmy gotowi. Miałam na sobie krótką różową sukienkę na ramiączkach, długie, czarne skarpety, które sięgały do ud i różowe balerinki. Do PAB' u szliśmy w ciszy, gdy byliśmy już na miejscu była punkt 20 i wszyscy już na nas czekali.
- O patrzcie kto się zjawił! - powiedział Kas. Usiedliśmy przy stoliku z innymi. Przez jakiś czas tylko rozmawialiśmy, ale potem Kas powiedział - Może zamówimy coś mocniejszego? - więc zamówiliśmy ,,coś mocniejszego''. Po ,,paru'' drinkach Iris, Melania, Nat i Jady wrócili do domu, a ja z rasztą poszkiśmy na dyskoteke w lokalu ,, Ostry Danceing''. Tam tež troche wypiliśmy, a ja miałam z wszystkich najsłabszą głowę i po pijanemu na scene i zaczęłam tańczyć na rurze. Kas zaczą gwizdać i klaskać, a razem z nim Armin, Alexy i jeszcze paru nieznajomych chłopaków. Kentin i Lysander siedzieli w fotelach czerwieniąc się i odwracając wzrok. Gdzięś około godziny 23 rozeszliśmy się do domów byłam tak pijana, że Kentin musiał mnie podtrzymywać. W połwie drogi prawie się zataczałam, więc Kentin wzią mnię na barana. Kiedy doszliśm do domu otworzył drzwi, wniusł mnie po schodach, zaniósł do pokoju i połżył na łużku. Chciał mnie przykryć kołdrą, ale złapałam go za koszulkę i pociągnęłam. Odrazu się odemnie odsuną opierają się o ścianę. Zbliżyłam się do niego tak blisko, że nasze twarze dzieliło zaledwie pare milimetrów. Kentin rumieniąc się przywarł bardziej do ściany.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz