środa, 25 czerwca 2014
Rozdiał 4 ,, Tragedia Przyjaciela ''
- Ryu przestań! C-co ty... - nie dokończył bo pocałowałam go w usta. Miał szeroko otwarte oczy i rumieńce. Ale wcale się nie opierał. Kiedy już się od niego odsunęłam zaczęłam zdejmować mu koszulę, ale chwycił mnie mocno za rękę i powiedział - Doś, lepiej kładź się już spać.
- Ale ja nie chcę - majaczyłam.
- Musisz - nalegał.
- No to ty musisz ze mną - na mojej twarzy pojawił się głupkowaty, pijacki uśmieszek.
- Nie ma mowy, kładź się już - powiedzał po czym zgasił światło i wyszedł.
Przez następną godzinę głupkowato się śmiałam i wierciłam. Wkońcu wstałam z łużka i pomaszerowałam chwiejnym krokiem w stronę pokoju Kentina. Z rozbiegu w skoczyłam na niego gdy spał. Zaraz obudził się zszokowany. Miałam na sobie tylko króciótką koszulę nocną. Spojrzał na mnię i zalał się rumieńcem.
- C-co t-ty robisz? - wyjąkał.
- Nudno mi pobaw się ze mną tak jak kiedyś, ale w inną zabawę.
- O czym ty mówisz?
Słysząc to pytanie uśmiechnęłam się zawadiacko i wskoczyłam mu pod kołdrę. Dopiero wtedy zauważyłam, że jest w samych bokserkach.
Położyłam się obok niego polizałam jego szyję. Znieruchomiał, uśmiechnęłam się złowieszczo i zasnęłam wtulona w niego zanim w ogóle zdąrzył zareagować.
Następnego ranka tak mnie bolała głowa, że wolała bym ją oderwać niż dalej się maęczyć. Zeszłam na dół i wzięłam 2 APAP'y i popiłam mlekiem ( wiem trochę dziwne, ale zawsze działa ). Siedziałam na krześle i przypominałam sobię co się stało. Kiedy Kentin wszedł do kuchni i ja i on spłoneliśmy z zarzenowania. Uratował mnię dzwonek do drzwi, ze szczęścia prawie je otworzyłam, ale naszczęście kapłam się, że jstem w koszuli nocnej. Szybko założyłam szlafrok i otworzyłam drzwi. Zdziwona zauważyłam, że stoi za nimi Lysander w dodatku z walizką.
- Cześć. Riu trochę głupia sytuacja, ale nagła. Czy mógłbym trochę u ciebie pomieszkać? - zapytał niepewnie i z rumieńcami na twarzy Lys.
- Coś się stało? - zapytałam. Lys schylił głowę i zacisną zęby.
- Nic ważnego. - odpowiedział. Widząc tą reakcję postanowiłam nie zadawać więcej pytań i wpuściłam go do środka.
- Choć, zaprowadzę cię do pokoju. - mówiąc to pokierowałam go do pokoju cioci Agaty. Lys przesiedział tam do kolacji, nic nie chciał jeść ani pić. Zaczęłam się o nigo martwić. Oglądałam właśnie wiadomości na onecie sprzed 2 dni i rzuciło nisię w czy nawisko Lysa. Przeczytałam wszystko od deski do deski i nie mogłam uwierzyć, rodzice Lysanra zgineli w wypadku.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
I jescze raz super
OdpowiedzUsuń